Atari XL/XE Scene

 Strona informacyjna polskiej sceny Atari XL/XE

Dodaj do ulubionych Ustaw jako stronę startową RSS PL EN

   Wyszukaj pliki   





więcej

          Menu          


>Newsy  
>Artykuły
>Zdjęcia ze zlotów  
>Gry online  
>Domeny  
>Linki  
>Bazar
>Reklama
>O nas  
>Kontakt  

Najnowsze pliki


>Forever 14
>SillyPack 2k12
>New Years Disc 2k13
>Silly Venture 2012 stuff (SpartaDos)
>Silly Venture 2012 stuff (MyDos)
>Snowman (DF7)
>Snowman (SQZ)
>Graph2Font 3.8.7.8
>Atari Interlace Studio 1.03

Najbliższe zloty


Forever 10 - 13-15 III 2009, Trencin< ? echo $txt_zlot_slowacja;? >
Grzybsoniada - 29-31 V 2009, Częstochowa< ? echo $txt_zlot_polska;? >

Reklama



Subskrypcja


zapisz się!

Ech, ta Orneta...


Dla mnie zlot zaczął się już w poniedziałek z samego rańca. Kochane łóżeczko opóściłem gdzieś ok. 5.00, zjadłem małe co nieco i pojechałem do Krakowa na dworzec PKP, gdzie to miał być pociąg do Poznania. Czemu do Poznania? Przecież do Ornety nie bardzo po drodze jest przez Poznań (zwłaszcza z Krakowa...). No tak, ale w Poznaniu miał na mnie czekać Vasco, z którym miałem się udać w dalszą podróż. W Poznaniu od razu był podstawiony pociąg do Opalenicy - Vasco's city i to w tym pociągu dopiero go spotkałem. Pogadaliśmy trochę i tak to dojechaliśmy na miejsce. Szczerze mówiąc to myślałem, że Opalenica to duuużo mniejsza mieścina. Po dowleczeniu ciężkiego, jak nie wiem co plecaka, do chaty Vasco, wyłożyłem się na chwilę na łóżeczku. Jakby nie było prawie dziewięciogodzinna podróż trochę męczy. Potem zjedliśmy fasolkę po bretońsku i znów gadaliśmy. Resztę czasu w tym dniu spędziłem w pokoju Vasca (bez głupich skojarzeń!) przy komputerku - miałem zaszczyt zobaczyć nowego SR 4.0. Był co prawda nie skończony, ale już możnaby stwierdzić, że będzie bajera. Całkowicie się różni od poprzednich wersji. Ba, jak go uruchomiłem, to nie mogłem uwierzyć, że to SR! Po tych zachwytach, gdzieś ok. godz. 22 przyjechał MadTeam w składzie Profi i MadMan. Kopnął mnie zaszczyt zobaczyć najnowszą produkcję tejże grupy. Wyglądało to całkiem, całkiem i dawałem temu demku wyskoką lokatę w compotach w Ornecie. Nowością wydawał mi się efekt zoom z osią "Z" - coś takiego jakby obrazek "kładł się" na przeciwny do oglądającego bok. W każdym bądz razie, na tv lepiej to wyglądało, niż na big screenie. Dalej Vasco i MadMan usiłowali zrobić efekt oddalającego się napisu Scene Registera i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że do tego celu używali grzyba. Fajnie to wyglądało. Aby zrobić efekt na Atari, trzeba było uruchomić klamota (fuj!)... Dzień dla mnie skończył się gdzieś ok. 2 w nocy, kiedy to MadMani odjechali, a ja poszedłem lulu. Dnia następnego moje gałki otworzyły się ok. 8 i po cichu wstałem. Vasco jeszcze spał (w innym pokoju!), więc korzystając z okazji pooglądałem sobie kilka programików, których wcześniej nie widziałem. Np. intro do gry Vicky o mało mnie nie zatkało. Po jakimś czasie zauważyłem na korytarzu Vasca, który ruszał w kierunku kibelka. Tak zaczął się dzień następny. Później było śniadanko, podczas którego Vasco dziwił się, że kiełbasę jem z majonezem - mnie wydawało się to jak najbardziej normalne. No cóż, Wielkopolska - Małopolska. Są róznice nawet w żarciu. Po śniadanku Vasco zaczął się pakować i przeglądać, które dyski brać, a których nie. Zajęło mu to "trochę" czasu. Jakoś sobie z tym poradził i wpakował wszystko do plecaka. Ok. Potem zjedliśmy objad przygotowany przez mamę Vasca. Cholera, ominął mnie zaszczyt jedzenia słynnej pomidorówki!!! Zjedliśmy i po odwiedzeniu kibelka (natura wzywała) wzięliśmy plecaki i ruszyliśmy na dworzec. Po kilku minutach przyjechał pociąg do Poznania, Wsiedliśmy i nie minęła godzina jak byliśmy w tym mieście. Tam mieliśmy spotkać się z "resztą" tzn. z Axe, Jet i Jurgim. Czekamy, czekamy i nic. W końcu Vasco dzwoni (moją kartą magnetyczną) do domu Axa, gdzie dowiaduje się, że Axe już pojechał i jak był ubrany. Charakterystycznym znakiem miał być śpiwór żółtym paskiem. Ok. Szukamy żółtego paska. Ja nie zauważyłem nic, natomiast Vasco podszedł do kilku osób z czymś żółtym i za każdym razem spotkał się z dziwnym wzrokiem właściciela żółtego koloru - to po prostu nie był Axe. Nadeszła godzina odjazdu pociągu do Szczecinka, skąd mieliśmy pociąg do Lotynia - tam mieszkał Mitchel i u niego mieliśmy balować przez 3 dni. Po jakichś trzech godzinach dojechaliśmy do Szczecinka i od razu wskoczyliśmy w następny pociąg. To był fuks. Po dotarciu do Lotynia, rozglądamy się za ludzmi. Nie ma nikogo prócz zawiadowcy. Mitchel mówił, że wszyscy będą wiedzieli gdzie mieszka, tymczasem zawiadowca twierdził co innego. Ruszyliśmy jakąś dróżką i tam spotkaliśmy pewną panią, która już coś wiedziała. Powiedziała, żeby kierować się w kierunku komina, który był na horyzoncie. Mieliśmy przed sobą jakieś 3 km. Ale nic to, jakoś doszliśmy do mieściny. Po drodze widzieliśmy pare ciekawych sklepów (monopol), a nawet gożelnie (!). Kilka razy zapytaliśmy się ludzi gdzie i jak iść. Wreszcie doszliśmy. Mitchela nie było w chacie, ale jakaś miła (serio!) sąsiadka ofiarowała nam pomoc i zgodziła się go zawołać. Jest! Przyszedł i wpuścił nas do mieszkania. Rzuciliśmy plecaki i siedliśmy na wersalce. Napiliśmy się herbaty i przy rozmowie rzuciłem hasło, że stawiam dwa browce, że reszta ekipy (Jet, ...) nie trafią tu. Szczęście, że Vasco się nie założył, gdyż po kilku minutach usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Trafili. Po przywitaniu i małym co nieco, poszliśmy do knajpki i obaliliśmy kilka piwek. Tam też narodził się pomysł aby zrobić i wystawić w kompotach demko. Wszyscy to zaakceptowali. Po powrocie do domu siedliśmy przed kompem, a właściwie przed dwoma i zaczęliśmy coś pocić. Grafik - Jurgi zrobił pierwszy rysuek i to było na tyle w dniu dzisiejszym. Poszliśmy spać. Dzień następny przesiedzieliśmy przy kompach i robiliśmy to i owo. Po trzech dniach fake-demko było gotowe. Vasco i ja powiedzieliśmy sobie, że jeśli nie będzie ostatnie to będzie super i damy sobie miano "koderów", he, he. W czwartek po południu wyruszyliśmy z Lotynia do Torunia. Tam czekaliśmy dwie godziny na pociąg do Olsztyna. Po wielkich męczarniach związanych z podróżą (zero wolnych miejsc, a nawet stać nie bardzo było gdzie) dotarliśmy na dworzec w Olsztynie. Pierwszą osobą jaką spotkaliśmy był LBS. Po kilku minutach przyjechał pociąg bodajrze z Warszawy, którym przyjechała kupa ludzi m. in. Dhor, Joy, Waldi, Slaves, Pytek. Było nas już ok. 50. Pociąg do Ornety był coś ok. 4.00. Jakoś doczekaliśmy do tej godziny i cała atarowska brygada ruszyła na peron skąd odchodził pociąg. Prawie cały był nasz. Konduktor nawet nie sprawdzał biletów (bał się?). Tak to dotarliśmy do kultowego miejsca każdego Atarowca. Po dotarciu do MDK-u, trzeba było zapłacić za wejściówkę 25 złociszy. Po wejściu na główną salę, ujrzalem Macioosia, Mikera i jeszcze kilku innych ludzi. Byli już tu od 22. Po rozlokowaniu się i rozłożeniu kompa, szwędałem się miejsca na miejsce. Było jak by to powiedzieć, chujowo. Kicha. Gdzieś ok. 8 postanowiliśmy wyjść. Ja & Jet poszliśmy do knajpy, aby cóś przegryść. Wróciliśmy ok. 12 (he, he) na humorkach. Punktualnie (!) o 12.12 Borkowski, czy jak kto woli Van Eijk, wyszedł na scenę i ogłosił uroczyste otwarcie imprezy. Ok. 15 zaczęły się eliminacje do crazy compo, w którym można było wygrać 3 bańki starych złotych! O ile pamiętam, wystartowało ok. 20 gości m. in. Joy (późniejszy zwycięzca), Vasco, Dhor, Hermes. Nie opiszę wszystkich konkurencji bo po prostu nie pamiętam wszystkiego - co chwilę Van Ejk wymyślał nową (czego się nie robi aby jak najdłużej kasę trzymać przy sobie lub w ogóle jej nie dać...). No nic. Ok. godz. 17 zaczęło się robić coraz goręcej, gdyż coraz więcej ludzi mówiło, że ta i ta grupa wystawia demo, intro, etc. A gdy na sali pojawili się Shadowsi i oświadczyli, że oni też mają demo, to wiara zaczęła skakać z radości. Podobno jeszcze 8 dem w Ornecie nie wystawiono. Na dodatek Króger pokazał co potrafi poza konkursem. Atmosfera z totalnej kichy robiła się coraz lepsza, fajniejsza i w ogóle było jakoś inaczej niż na początku. Wszyscy czekali na sobotę. Ok. 24 (w piątek) poszedłem spać. Tej nocy Vasco udowadniał swój powszechnie znany wstręt do alkoholu (kto był, to wie o co chodzi...). Dnia następnego wstałem gdzieś ok. 8 i, jak się później okazało, była to jedyna przespana noc podczas zlotu. Po tradycynym posiłku na który składała się zapiekanka i cóś do popicia (np. browar, herbatka..., etc.) poszedłem z kumplem na pocztę, gdzie wysłaliśmy kartki. Po drodze odwiedziliśmy knajpkę. Tam posiedzieliśmy dłuuuższą chwile i wróciliśmy do MDK-u. Tam był fajny widok. Króger leżał na ławce, nie wiadomo było czy się upił czy zasnął ze zwykłego zmęczenia. W każdym bądź razie, mozna było przeczytać różne txty na karteczkach jakie na niego położono, np. "Sprzedał Atari i zmarł" lub "efekt przepicia alkoholowego". Czas leciał szybko. Kilka godzin przegadałem z różnymi ludzmi: Hermesem, z którym miałem wracać do chaty, Waldim, który mi przerabiał kompa i coś mu nie wyszło... Tak to doczekałem kompotów. Na początek poszły msx'y. Szczerze mówiąc nothing specjal. Po kilku modułach wszystko brzmiało tak samo, choć jeden kawałek wpadł mi w ucho (hej Greg!). Co do STekowskich utworków to lepiej wypowiadać się nie będę. Dalej były grafiki. Były całkiem całkiem. Ciekawostką jest to, iż na jednym z piców w sumie nie wiadomo było co jest i Van Eijk zapytał co to jest (stylistyka rools!!). Na tym obrazku było coś z dwoma zębami etc. i ktoś z sali krzyknął, że jest to Miker! Wszyscy się kładli ze śmiechu! Ale, ale. Przykro mówić, ale gfxy wygrał........ zAJEC/Ind. Czy komuś ten rysunek nie skojarzył się z jakimś komiksem... (...np. Thorgal). Po gfx'ach poleciały intra. Bit Bustersi stanęli na wysokości zadania i dostali ode mnie 10 punktów. Muszę napisać, że spodobało mi się również demko Swordów, choć jest opóźnione o jakieś 2 lata... A oceną jaką im dałem, to sami byli zdziwieni i nawet spytali, czy ze mną jest wszystko OK... Fuckt, fucktem dostali te punkty nie tylko za samo intro. Zaskoczyło mnie to, że mimo powszechnego sfuckania tejże grupy nie "dali się", inną sprawą był jeden z "członków"...

Wreszcie stało się, nadeszła kolej dem. Pierwsze poszło Lame Erooption. Potem ruszyło demko Animkomials'ów (he, he) i wyśmianie Konopa (to trzeba zobaczyć!). Chyba następne było demko Tight'ów, którzy zostali wygwizdani, za prawie taki sam początek dema, jaki wystawili we Włocławku. Nie pomogły nawet DWA phongi, na siedmiu ramkach przy których publika klaskała! Nie jestem pewien co do kolejności wystawianych dem, opisuję jak mi się wydaje. Dalej chyba byli Shadowsi z ql demkiem, efekty zajebiste, wszystko liczone żadnych animek (skąd my to znamy). Nadeszła kolej Excellent'ów. Jak puszczono ich demko wiara klaskała, co efekt ktoś zaczynał klaskać i reszta za nim. Ale nie było to klaskanie takie ot tak sobie. TO PO PROSTU TRZEBA ZOBACZYĆ!!!! Chyba, wg. konstruktorów naszego kochanego komputerka, to demko nie ma prawa chodzić! Były jeszcze dwa demka, jedno tzw. ruskie, a drugie to parodia made by Solo & Co. Po zakonczeniu kompotów wszyscy ruszyli gratulować i pytać się koderów jak dany efekt zrobili. Z tego co się dowiedziałem, to phongi, to sprytnie zrobione animki, które i tak mogłyby być szybsze! Ta noc była nieprzespana. Po zdobyciu stuffu zacząłem wszystko kopiować sobie i kumplom, nawet się nie spostrzegłem, jak za oknem zaczęło się rozwidniać. Gdzieś ok. 4.00 rano odbył się finał crazy compo. Na scenę wyszło kilku gości i mieli za zadanie napompować własnymi płucami pięć condommów, a potem je przebić w dowolnej pozycji. Fajnie to wyglądało... Koniec końcem wygrał Joy, którego po odebraniu kasy nikt na sali nie widział. Dopiero ok. 10 zjawił się jakiś dziwnie skrzywiony, podkrążonymi oczkami etc. Gdzieś ok. 10.30 ludzie pomału zaczęli się zbierać. Szedłem sobie z Vaskiem i w pewnej chwili usłyszeliśmy głos Cedynia, który poszukiwał zasilacza do Atarynki. Jako że miałem zasilałkę pożyczoną od Vasco, (on miał dwie) zaraz się zgłosiliśmy. Powiem tak: Vasco to fuxiarz! Za zasilacz dostał monitor! Mało tego, że kupił od jakiegoś gościa full dysków za super niską cenę to jeszcze dostał monitor. W tym momencie rzucił mi propozycję abym jeszcze raz jechał z nim do Opalenicy, gdyż sam się nie zabierze, pudło dysków, plecak i monitor to za dużo. Fundował mi bilet więc czemu się nie miałem zgodzić? Przecież do Krakowa z Ornety jest na skróty przez Poznań, nie? Gdzieś ok. 11 kupa ludzi znalazła się na dworcu w Ornecie. Znów prawie cały pociąg był atarowski. W Olsztynie, bodajże, Kuchara rozłożył sprzęt i ciut za bardzo (wg. niektórych) podkręcił pokrętło Volume. Momentalnie zjawili się menele (czyt. policja czy straż miejska) i spisali biednego Kucharę. Gdzieś o 15 wsiedliśmy w pociąg do Poznania i znaleźliśmy się tam ok. 21.30. Tą noc miałem spędzić u Vaska, ale po spojrzeniu na tablicę z odjazdami i przeczytaniu, że dnia następnego pociąg mam ok.16 postanowiłem jechać jeszcze tego samego dnia o 21.50 (ja to mam pamięć do godzin...). Dnia następnego tj. w poniedziałek ok. 4 byłem w Krakowie.

Podsumowując to party, to dla mnie było ono bardzo udane i napewno nie ma co go porównywać do zlotów multi-komputerowych. Takiej atmosfery nie ma na żadnym innym CP. W prawdzie nie mam wielkiego porównania, to party było moim drugim RH'97 i możliwe, że ocena jest niezbyt obiektywana, ale co widziałem to opisałem...

Nietoperek

Artykuł pochodzi z magazynu Syzygy 3


autor:

komentarz:

Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy. Wpisy niecenzuralne, nie na temat będą usuwane, a ich autorzy mogą być pozbawiani możliwości dodawania komentarzy. Szczegółowy regulamin do wglądu w siedzibie redakcji. :)